Grojkon 2013 - BoPowa prelekcja

3 wpisów / 0 nowych
Ostatni wpis
Galathar
Grojkon 2013 - BoPowa prelekcja

Grojkonowa prelekcja była pod pewnym względem specyficzna. Jakub Ćwiek po kilka razy musiał przerywać, bo ktoś nowy wchodził na salę. Stało się to zresztą obiektem żartów, szczególnie na początku, gdzie Kuba kilka razy udawał, że restartuje prelekcję i się ponownie przedstawiał. Wystąpienie zaczął od paru rozluźniających atmosferę uwag (niestety, ich urok najprawdopodobniej uleciał wraz z przelaniem słów na papier, bo tu liczył się i tembr głosu, i dynamika wypowiedzi, i sposób mówienia, itd.):

- Nazywam się Jakub Ćwiek. Sprawdzałem to dzisiaj na akredytacji. Się potwierdziło. Ok. Spotkaliśmy się tutaj, w tym ważnym dla nas wszystkich momencie, żeby połączyć na zawsze, bo to poważna sprawa, nie jakieś tam małżeństwo, wasze umysły z najfantastyczniejszym serialem wszechczasów. Kto z was NIE oglądał „Firefly”?
(W górę wzniosła się masa rąk, co wywołało śmiech zgromadzonych – co zrozumiałe, wszak po temacie prelekcji wydawałoby się, że przyjdą głównie fani serialu).
- Jeszcze raz podnieście rączki, jeszcze, jeszcze, po czym zamachajcie nimi. Powiedzcie: „Hello”… - Kuba przekomarza się z publicznością.
- …i wyjdźcie z sali – rzuca żartem któryś z widzów.
- Ależ skąd. Słuchajcie. To jest cel naszych spotkań, takich właśnie, żebyśmy nie musieli pukać od drzwi do drzwi i pytać: „Czy słyszeliście radosną nowinę? Otóż Joss Whedon nadal żyje i zarabia teraz miliony dolarów i może będzie mu się kiedyś nudziło.”

- Moi drodzy, tak w kilku słowach dla tych, którzy nie wiedzą. Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, którą nazywamy Stanami Zjednoczonymi, istniał sobie, podobno wciąż istnieje, taki łysiejący rudzielec, który nazywa się wciąż Joss Whedon. I był on nerdem. Wiemy kto to jest nerd, prawda? Kto nie wie, kto to jest nerd?
(nikt nie podnosi ręki)
- Nie wiecie.
(znacząca pauza)
- To wy – Kuba wskazał na publikę, na co rozległa się aprobata w postaci oklasków
- To są właśnie tacy ludzie, jak ja, którzy bywają na konwentach takich jak tu, i mówią sobie bardzo głośno, że są lepsi, bo czytają książki i oglądają filmy, ale tak naprawdę nie mają życia prywatnego.
- To nieprawda – przerywa ktoś z sali.
- To nieprawda, nie? Ostatnio miałem kontakt na Skypie z taką dziewczyną, która też ogląda BSG, więc mieliśmy nawet wspólne tematy do konwersacji i wrzuciliśmy sobie nawzajem emotykonki piwa, czyli było nieźle. Bardziej hardkorowo jest, jak później się ogląda jakieś softporno. Wspólnie – zawtórował żartobliwie prelegent, po czym wrócił do tematu.
- Nerd to taki ktoś, kto całe swoje życie poświęca zapoznawaniu się z faktami, które bardzo mało są mu do czegokolwiek potrzebne. Na przykład jakie sukienki nosi Lois Lane. Nie potrafię wam wymienić jakie po 97 roku, bo potem uniwersum się zmieniło i nagle przeskoczyła moda, więc nie jestem aż takim porządnym, prawdziwym nerdem. W każdym razie Josss Whedon był. Joss Whedon nie tylko wiedział, jakie to były sukienki, ale i ma większość. Jako kolekcjoner oczywiście.

- To był facet… to jest facet, on żyje ciągle, podkreślam facet, który zajmował się takim bardzo fajnym zawodem. U nas nigdy w życiu nie będzie on miał prawa zaistnieć, znaczy zaistnieć porządnie. Mianowicie, był script doctorem. To jest taki ktoś, kto poprawia scenariusze, żeby z fajnego pomysłu mógł czasem ewentualnie wyjść jakiś dobry film. A przy okazji był scenarzystą pracującym dla telewizji i robiącym tam różne pojedyncze epizody do różnych serii, mający w głowie kilka różnych swoich własnych pomysłów na różne show. Takim najbardziej znanym show Whedona przez bardzo, bardzo wiele lat, była Buffy, the Vampire Slayer, czyli Buffy Pogromczyni Wampirów. Kilka słów o Buffy, bo musimy od tego zacząć.

- Joss Whedon wymyślił sobie historyjkę, która miała być odpowiedzią na Beverly Hills 90210, opowieścią o nastolatkach, tutaj troszeczkę młodszych jeszcze, które muszą sobie radzić z koszmarem ogólniaka, a do tego koszmaru ogólniaka dołączył wszystkie inne koszmary, w tym przede wszystkim wampiry, które się tam w różnych momentach pojawiają. Buffy miała różne momenty w swojej historii. Miała niektóre bardzo nie fajne epizody. Niektórzy bardzo złośliwi dopatrują się w całym drugim sezonie pierwowzoru Zmierzchu. Coś w tym jest, pomimo tego że sezon ten jest zdecydowanie lepiej napisany i z lepszymi dialogami. Mimo to Buffy z sezonu na sezon zaczęła pokazywać to, co Joss Whedon chciał zrobić przez cały czas, czyli oddać hołd drużynie. W sensie oddać hołd relacjom, które się tworzą, nie są rodzinne, ale tworzą się i stają się… Hello.. (do wchodzącej osoby)
- Dzień dobry – padła odpowiedź.
- Dzień dobry. To ja zacznę od nowa. Nazywam się Jakub Ćwiek…
(co wywołuje śmiech u zgromadzonych)
- Słuchajcie. Whedonowi chodziło o przedstawienie więzi zdecydowanie mocniejszej niż nawet te, które wiążą rodzinę. Tak powstał tzw. Scooby Gang. To była grupa przyjaciół, zgromadzonych u boku Buffy, którzy walczyli z tymi wszystkimi demonami, którzy walczyli z nerdami takimi jak my, którzy walczyli z bogami nawet w pewnym momencie. Ja osobiście ten serial bardzo lubię. Natomiast bardzo uważam z polecaniem go komukolwiek.
Ale co jest jeszcze ogromnie ważne u Jossa Whedona. To jest facet, który z każdą swoją produkcją którą miał kiedykolwiek do czynienia, czymkolwiek się zajmował, zbierał ludzi żeby gromadzili się wokół niego jako jego własna drużyna. I kiedy Buffy odniosła ogromny sukces, spinoff zwany Angelem również radził sobie całkiem nieźle, Joss Whedon trafił na kilka bardzo fajnych produkcji, które mógł wspomagać swoim talentem, jak np. Toy Story. Nagle zaczął się robić bardzo ważnym nazwiskiem. Proponowano mu współpracę najpierw przy Obcym 3, której odmówił - potem – i to już osobna sprawa – przy Obcym 4 i wtedy nie odmówił, ale każdy ma swoje złe i słabe dni. Gdzieś w tym czasie tenże facet, zafascynowany kilkoma starymi komiksami, postanowił opowiedzieć o wojnie secesyjnej umieszczonej trochę do przodu w roku… Maćku, masz szansę się zrehabilitować – tu Kuba zwrócił się do Elvisa.
- W 2511, pierwsza połowa dwudziestego szóstego wieku.
- Dlaczego o tym mówię i dlaczego się z niego nabijam. Ponieważ, to jest bardzo ważna sprawa, to jest Elvis. Elvis jest kompendium wiedzy jeśli chodzi o ten serial. To jest facet, który jest w stanie z wami rozmawiać na dowolny temat jaki poruszycie wyłącznie cytatami z serialami. W sensie będziecie go pytać o różne rzeczy, on wam będzie odpowiadać cytatami z serialu i będą to odpowiedzi z sensem. Tak. możecie go czasem testować, zwykle jak wypije. Wtedy to przechodzi w podświadomość, wtedy to działa lepiej. Dlaczego się nabijamy? Dlatego że, pomimo tego że wie zdecydowanie wszystko, raz w życiu miał zaćmę i zapomniał w którym roku toczyła się bitwa, od której ten serial jest otwarty.
I rzeczywiście jest to zrobione w takim właśnie klimacie [a’la po wojnie secesyjnej – przyp.]. W sensie powstaje wielki sojusz międzyplanetarny, który tam sobie rośnie, rośnie, rośnie, to jest potęga militarna pod każdym względem. I są buntownicy, który nie chcą do tego sojuszu należeć. Ci buntownicy bardzo solidnie obrywają. Jest słynna symboliczna dolina Selenity gdzie oni ponoszą baaardzo, baaardzo spektakularną klęskę. Właściwie zaraz potem jest moment podpisania kapitulacji przez tzw. Brownocoatów, przez brązowe płaszcze. I wydarzenia w serialu dzieją się kilka lat później, kiedy to jeden z sierżantów z Doliny Serenity właśnie, walczący tam weteran, ma swój własny przemytniczy statek i próbuje przeżyć to raz, dwa troszeczkę, kiedy tylko może, dokuczać Sojuszowi. Gromadzi wokół siebie grupę, która składa się z bardzo stereotypowych postaci westernowych. Widzieliście może Dyliżans Forda?
(brak głosów na Sali, lekki jęk zawodu Ćwieka)
- Nie pytam o jakiś samochód tej marki. Ford to reżyser – żartuje prelegent i mówi dalej.
- Dyliżans to jeden z najbardziej kanonicznych westernów wszechczasów. Jak się łatwo domyślić opowiada o Dyliżansie. Jeżeli nie wiedzieliście, to jest rzecz, którą musicie nadrobić i na następnym spotkaniu wykazać się wiedzą i najlepiej własnymi trzymanymi kopiami tego filmu.
Ale tak najbardziej stereotypowe postaci westernowe to jest oczywiście rewolwerowiec, który najczęściej jest weteranem wojny secesyjnej, prawdziwy Dziki Zachód to są lata 80 i 90 XIX wieku, więc najczęściej to jest weteran tamtejszych wojen. Z całą pewnością musi być lekarz, ten lekarz musi wyglądać ładnie i elegancko. Musi być oczywiście pastor, który dba o morale. Z całą pewnością musi być tak zwana dziwka o złotym sercu, czyli postać dziewczyny, której życie potoczyło się tak a nie inaczej, ale jest fantastyczna kobietą i również dba o morale tylko trochę inaczej.
- Dosłowniej – pada z sali, czemu też towarzyszą znowu śmiechy.
- Tak. I to są te najczęściej pokazane postacie. Bardzo często jest też wąsaty woźnica. Tutaj nie mamy wąsatego… znaczy mamy przez chwilę, on przez chwilę jest wąsatym woźnicą, w którymś z epizodów w Out of Gas, mam wrażenie, widzimy przez chwilę wąsatego woźnicę. Oczywiście jeżeli ten cały dyliżans robi się nam trochę bardziej mechaniczny, potrzebujemy parę dodatkowych postaci typu chociażby mechanik. Ten mechanik się u nas pojawia. Gunslingerów mamy tutaj troszeczkę więcej. No i oczywiście coś, co nie pojawia się w każdym westernie czyli pieprznięta dziewczyna.
Nie chcę specjalnie wam streszczać całościowej historyjki serialu, który po prostu miał straszliwego pecha, a być może – ku temu się raczej skłaniam, bo nie wierzę w złośliwość studiów filmowych – niezauważonego potencjału. Otóż w zeszłym roku w 2012 roku obchodziliśmy 10 rocznicę pojawienia się tego serialu i jednocześnie 10 rocznicę zdjęcia go z anteny. Ten serial doczekał się 14 epizodów i po 3 latach filmu kinowego.
Jak to się stało, że doczekał się tylko 14 epizodów? Otóż, nie wiem czy wiecie jak powstają amerykańskie seriale. Zazwyczaj zamawia się pilota i jeżeli specjalna grupa widzów stwierdzi, że ten pilot jest obiecujący, to się zamawia w zależności od potencjału serialu, albo cały sezon, albo najczęściej tego sezonu połówkę. W przypadku Firefly’a pilot był rzeczywiście bardzo obiecujący, w związku z tym postanowiono zamówić połówkę serialu, ale nastąpiło tam parę bardzo dziwnych okoliczności i sytuacji, które sprawiły, że serial niespecjalnie mógł sobie poradzić, pomimo tego, że nosił wszelkie znamiona serialu, który zyska popularność. Zresztą w Big Bang Theory w pewnym momencie żartowano z tego, że ok. musimy zacząć oglądać Firefly i zakodujemy sobie w naszej wspólnej umowie, że to będzie pora oglądania Firefly, ponieważ ten serial jest tak dobry, że będzie trwał wiecznie.
Nie wymienię wszystkich przyczyn, bo jest ich ogromna ilość, m.in. rozpoczęto wyświetlanie i emitowanie tego serialu od drugiego epizodu przez pomyłkę, gdzie w pierwszym epizodzie jest zawiązanie akcji, jest przedstawienie całej drużyny i właściwie oglądanie go od drugiego epizodu – nadal jest fajne – ale jednak trochę mija się z celem.
Dalej, puszczono go w bardzo dobrym czasie. Puszczono go w tak dobrym czasie, że ten sam bardzo dobry czas antenowy wykorzystała inna stacja, żeby puścić American Idol. Są obecnie dwa seriale, które przebijają programy typu American Idol. Po pierwsze dlatego, że to show nie ma już takiej popularności, a po drugie dlatego, że to są bardzo popularne sitcomy. Jeden z nich to jest Two and a half men, a drugi Big Bang Theory. Żaden inny serial nie jest sobie w tym samym czasie poradzić. Produkcje właśnie typu idol czy tam gwiazdy z kimś tam tańczące czy robiące inne różne dziwne rzeczy żeby naprawdę stać się gwiazdami, to są programy, które ciągną seriale. Puszcza się je w bardzo dobrym czasie i zaraz potem puszcza się seriale i w ten sposób nabija im się widownię. Nigdy nie robi się im konkurencji, a wtedy zrobiono.
Kiedy zauważono, że wyniki oglądalności nie są tak dobre jak być powinny to oczywiście spróbowano przesunąć czas antenowy. I tak czternastoepizodowy serial spotkał się z trzema czy czterema zmianami terminów przy pierwszym wyświetlaniu, co było dla przyzwyczajonych do właściwych pór oglądania danego serialu amerykanów nie do przyjęcia i w związku z tym oglądalność spadała, spadała… nigdy nie spadła poniżej poziomu, przy którym dzisiaj seriale jeszcze się utrzymują. Ale wtedy Fox stwierdził, że dziękujemy bardzo i tego serialu nie chcemy.
Zaskakujące, w związku z tym, że serial został zdjęty, choć może wcale nie, że zdążył się doczekać małej, ale bardzo, bardzo wiernej i pomysłowej grupy fanów. W związku z tym, że udało mu się zebrać kilka elementów symbolicznych w tym ten…
(Kuba pokazuje czapkę Jayne’ego)
- To jest czapeczka twardziela. Powiedzmy sobie szczerze, cytując słowa z serialu, jeżeli jakiś facet chodzi w takiej czapce po ulicy to znaczy, że naprawdę nie boi się niczego. Firefly doczekało się paru takich symboli, doczekało się paru mocnych haseł i w związku z tym zaczęła się tworzyć fanowska społeczność. My nerdzi mamy to do siebie, że lubimy przegrane sprawy, bo niekoniecznie uważamy że sprawy przegrane to były sprawy złe.
W każdym razie zaczęła się tworzyć ta społeczność. Zaczęły się epizody, które powędrowały w Internet, zaczęły się rozprzestrzeniać, ponieważ zaczęła działać najlepsza na świecie reklama czyli poczta pantoflowa.
Zresztą to widać na przykładzie grupy działającej w Polsce. Ja jeszcze pamiętam te czasy, Elvis też, a przecież nie jesteśmy jakoś tak potwornie starzy, kiedy łapaliśmy pierwszych ludzi na korytarzu i mówiliśmy: - Hej, teraz idziesz do tego pokoju i…! – rozmówcy spodziewają się nie wiadomo czego, a tutaj: - Będziesz oglądał serial. - Po paru godzinach ktoś wychodził zupełnie odmieniony i łapał sobie kogoś następnego. I tak spędzaliśmy czas w pokojach. Rosły legendy o tym co się dzieje w konwentowych akademikach. Jakieś odgłosy z pokoju, prawda – to byli miłośnicy Firefly’a.
W każdym razie ta społeczność rosła i rosła i była na tyle prężnie działająca, że wymusili najpierw na Whedonie, który był temu projektowi przychylny, bo bardzo go sobie cenił, uważał go za jeden z e swoich najważniejszych, a zaraz potem na Foxie i na studiu Universal, z którym Fox pracuje, wymuszono zrealizowanie pełnometrażowego filmu, który będzie domykać przynajmniej główny wątek. Zresztą Joss Whedon, który jest bardzo oddany swoim fanom, bardzo ich ceni i rzeczywiście ma z nimi fantastyczny kontakt, na specjalnym forum pytał jakie wątki mają być najważniejsze, jakie mają być wyciągnięte, co ludzie tak naprawdę chcą zobaczyć.
Stworzono pełnometrażowy film. Żebyśmy mieli jasność, fajnie by było gdyby ten film nagle odniósł gigantyczny sukces, przebił gwiezdne wojny i pokazał draniom z Foxa, że się mylili. Nie jest tak dobrze. Film nie odniósł jakiejś straszliwej porażki, ale tez umówmy się sukcesem komercyjnym specjalnie też nie był. I to jest moment, kiedy projekt zatytułowany Firefly na ekranie ostatecznie umiera.
Ale! Jesteśmy my. Słuchajcie, przez bardzo długi czas, oglądając serial, tak, tutaj wciągamy jedną osobę, tutaj drugą, rozmawiamy sobie o tym serialu, gdzieś tam w małym gronie, niespecjalnie się z tym ogłaszamy, nagle zrodziła się taka koncepcja by może spróbować zrobić ruch fanowski w Polsce.
Jak to różnie z tym bywa, podstawowa zasada wszelkiego rodzaju tworzenia się ruchów zbudowanych z trzonu, który jest potwornie leniwy to jest: - No to zróbmy, nie. No to tak ze dwa browary i spróbujemy coś wymyślić. Z nami też tak trochę było, aż zdecydowaliśmy się z rzeczonym tutaj, siedzącym koło mnie kolegą Elvisem zobaczyć Comic-con, a przede wszystkim zobaczyć punkt, który był tam dla nas najważniejszy, czyli 10 rocznicę serialu Firefly, na którym to panelu miała się pojawić w domyśle cała, cała załoga. Nie udało się niestety. Nie pojawił się Ron Glass, nie pojawiła Morena Baccarin, nie pojawiła się Gina Torres. Natomiast cała reszta załogi była tam obecna. Opowiadali różne anegdotki, opowiadali różne momenty z historii serialu, tak takie momenty też. Co najważniejsze, przy tych wszystkich wygłupach, przy tych wszystkich historyjkach, które pokazywały jak niesamowicie byli zgrani – jak moment, kiedy padło pytanie czy powstanie serial animowany Joss Whedon powiedział, że: - No, serial animowany to raczej nie, ale kiedyś z chłopakami myśleli o słuchowisku i Nathan Fillion z Alanem Tudykiem zaczęli improwizować takie słuchowisko, żeby pokazać, że rzeczywiście mieli taki pomysł. Skecz ewidentnie improwizowany i przezabawny, bardzo, bardzo miły akcent. Natomiast oprócz tego, że pokazywali to zgranie, oprócz tego, że pokazywali, jak wdzięczni są swoim fanom, że ci się tam zebrali, to siedząc tam, opowiadając różne historie, Nathan Fillion opowiadał jak wiele zawdzięcza Whedonowi, jak bardzo cieszy się, że dostał tą szansę.
Wiadomo, to jest aktor z Kanady, to już go jak gdyby przekreślało go w Stanach Zjednoczonych. To nie jest żart. Następnie, to jest aktor, na którego od razu widać, że to nie jest aktor z gigantycznym talentem, który pcha go w konkretny, mocny typ. To jest dobry aktor, ale taki pośród wielu przeciętny i nagle Whedon coś w nim zauważył i wyciągnął go. Jak wiadomo serial Castle sprawia, że jest to jeden z najbardziej popularnych aktorów telewizyjnych w tej chwili w stanach.
I teraz zanim powiem o tym, co bardzo wzruszające i co sprawiło, że w dużej mierze powstało Browncoats o Poland, powiem, że aby wejść na salę na Comic-Conie najlepiej jest ustawić się kilka paneli wcześniej, bo nikt was wyprasza i możecie tam siedzieć sobie do końca. Panel Fireflajowy, pominę ten epizod, w którym zrobiliśmy z siebie idiotów…
(śmiechy, prośby by Kuba powiedział)
- Bo to jest tak, że jeżeli mamy tracić własną godność, to przynajmniej za piwo.
(tu chwila przerwy na żarty o tym piwie)
- O dwunastej miał być panel Fireflajowy, nam udało się wejść na salę. Sala ma jakieś 2,5-3k ludzi, w sensie na tamtym konwencie nie ma siedzenia na schodkach, nie ma siedzenia gdzieś tam po bokach. Tyle osób może wejść na salę, ile jest krzeseł. No i ta sala ma chyba pojemność 2500-3000 ludzi. Możecie sobie sprawdzić, to jest Room 20 (?). On zawsze jest w tym samym miejscu, w związku z tym możecie sprawdzić, ile tam jest miejsc i jak wygląda. Rzeczywiście jest to potężna, potężna sala i była wypełniona po brzegi, pomimo tego, że akurat trwał panel z Community, o ile kojarzycie taki sitcom.
W każdym razie trwa sobie ten panel i aktorzy pokazują jakieś scenki, nie oglądam akurat tego serialu, jeden z niewielu których nie oglądam, więc nie za bardzo wiem, o co chodzi, jakieś anegdoty, jakieś żarciki, jakieś teksty i nagle jedna z aktorek, patrząc na tą pełniuteńką salę mówi, że najfajniejsze w tym całym robieniu seriali, w tym całym zjawianiu się na konwencie jest to, że w pewnej chwili przychodzisz na panel i widzisz tylu fanów swojego serialu. Ja tak się podniosłem, tak się rozejrzałem i po prostu jak okiem sięgnąć same czapeczki Jayne’a. Wszędzie. Nawet gdzieś pojedyncze jednostki, jak się później okazało, te jednostki, które nie siedziały w czapeczkach Jayne’a, siedziały w ogrodniczkach Kaylee. To wszystko byli nasi. Siedzieli tam od rana. Nie, jeszcze paru mangowców, bo tam potem była jakaś prelekcja
- Mangowcy byli przydatni, bo miejsce nam ustawili – wtrąca się Elvis.
- Tak, była sytuacja taka, w której my, jadąc na konwent, hejtowaliśmy wszystkich mangowców. Bo tak mamy. Po czym nagle się okazało, że jeden był tak fantastycznym człowiekiem, że specjalnie spóźnił się na inny punkt programu, tylko po to, żeby nam przytrzymać miejsce, ale to jest kawałek tej historii, w której robimy z siebie idiotów więc nie kontynuuję…
O co chodzi. W pewnym momencie, moi drodzy, w czasie właściwego panelu, kiedy popadały te różne pytania, te wszystkie te żarty, Joss Whedon został zapytany o takie bardzo trudne pytanie dla twórcy: - Co dla niego znaczą fani? - I on wtedy z tego humoru, z tych wszystkich żartów, które tam padły, zasępił się na moment
(wszedł ktoś z wodą, Kuba przerwał i jakoś tak wyszło, że powiedział: - nie będę tutaj robił striptizu, to jest jeszcze parę dodatkowych piw. - To od razu spotkało się z relacją Tess: - Mogę przynieść – i kogoś z sali: - Dobrze wiedzieć – na co Kuba: - Boże nie pozwól mi dożyć momentu, w którym powiem coś takiego i nie usłyszę takiego zdania)
- W każdym razie zasępił się na moment i wyraźnie ważąc słowa, zaczął mówić o wielu trudnych momentach, które miał przy różnych produkcjach, o trudnym momencie, który miał, kiedy ten serial był zdejmowany z anteny, kiedy myślał, że już nic tak naprawdę sensownego nie zrobi, kiedy myślał o tych wszystkich ludziach, których tak naprawdę porzuca, mimo że zrobili dobrą pracę i, słuchajcie, mówił, mówił, mówił… i nagle tak po sobie patrzymy, ten wielki twardziel, Natan Filion, nasz kapitan, zaczyna płakać. Autentycznie ciurkiem łzy mu ciekną po twarzy i tak widzę, że płacze, płacze, płacze i nagle sam przestaję widzieć, bo łzy gdzieś tam same się pojawiają. I tam ludzie rozglądają się po tym tłumie, obok prawdziwy fan amerykański, nie, taki tam byle człowiek, też stoi płacząc i taki jeden wielki szok. Potem konwent sobie nadal trwał, przypominam, że to jest dopiero godzina 12, wszyscy ludzie z tego panelu wychodzą, wszyscy jacyś tacy spokojni, wszyscy zamyśleni, ale też w jakiś sposób usatysfakcjonowani. Żebyśmy mieli jasność na Comic Conie nie ma możliwości żeby po spotkaniu spotkać się twarzą w twarz z danym artystą. To nie tak działa, więc nie ustawiały się tam żadne kolejki, ale przez ten dzień największą i najliczniej reprezentowaną grupą, widoczną nawet bardziej niż prężnie i potężnie działający Legion 501, byliśmy właśnie my. Doszliśmy do wniosku wtedy z Elvisem, że fajnie by było gdzieś, kiedyś móc stanąć przed Nathanem Fillionem i powiedzieć mu: - Hej, po drugiej stronie globu, w miejscu, którego pewnie nie znasz albo kojarzysz z Rosją (na sali śmiech). W miejscu, gdzie problemy rozwiązuje się wódką albo pięścią. Gdzie wszyscy wyglądają jak ja (znowu sala się śmieje), nawet kobiety (kolejny wybuch śmiechu): - Też lecimy.
I tak jakoś ta idea nadal nas trzymała, gdzieś tam rozmyślaliśmy o różnych dziwacznych rzeczach. Pojawił się pomysł rok wcześniej, na konwencie, że moglibyśmy się kiedyś z fanami Firefly w Polsce spotkać. I kiedy wróciliśmy z Comic Conu stwierdziliśmy: dobra no to czas zrealizować te plany, które gdzieś tam mieliśmy w zeszłym roku. Czas się wreszcie za to zabrać.
Trzeba było nam akcji, która pozwoliłaby nam jakoś zaistnieć. Dziesiąta rocznica serialu była bardzo dobrym pomysłem do tego i w pewnym momencie wpadliśmy na pomysł nakręcenia filmku. Miał on być hołdem dla kapitana, nawiązującym do Stowarzyszenia umarłych poetów. Jeżeli kojarzycie, tam jest scena finalna, która nawiązuje do wiersza, w którym mowa jest o Lincolnie, gdzie wyraźnie widać, że bitwa zostaje przegrana, ale jednak wojna cały czas się toczy, wojna cały czas trwa, bo coś tam w sercach i sumieniach zostało. I właśnie to chcieliśmy kapitanowi pokazać. Że pomimo tego, że bitwa została przegrana to my wciąż lecimy. Nakręciliśmy ten film z mnóstwem ludzi z różnych miast. Polegało to na tym, że w różnych charakterystycznych dla miast miejscach przychodziliśmy z krzesełkami. Każdy wchodził na swoje krzesełko w odpowiednim momencie i mówił: Oh, captain, my captain. Zresztą część z was mogła to widzieć. Jeśli nie, to jest cały czas na youtubie widoczne. Zmontowaliśmy ten filmik, umieściliśmy na youtubie i zaczęliśmy tweetować do wszystkich osób z załogi, w tym przede wszystkim do kapitana.
Sprawiło to, że nawiązaliśmy parę fajnych przyjaźni, miedzy innymi z Wendy Scott, która prowadzi podcast Sending the Wale - największy podcast fireflajowy w Wielkiej Brytanii. Ona zresztą była naszym gościem podczas Pyrkonu w tym roku. Była, nazwijmy to, matką chrzestną Browncoats of Poland. Jest pierwszym obcokrajowcem, który ma taką koszulkę – Kuba wskazuje na brązową koszulkę na sobie, po której można poznać polskich Browncoatów.
- Nie ostatnim jak wiemy. Szykujemy taką dla kapitana. W każdym razie, zebraliśmy wtedy przy kręceniu tego filmiku tę ekipę, a kiedy zaczęliśmy go promować, odezwała się do nas Wendy. Odezwała się do nas też fantastyczna młoda aktorka, którą mieliśmy okazję z Elvisem spotkać w czasie Comic Conu, czyli Molly Queen, serialowa Alexis Castle, córka Castle’a, która zresztą wspomogła nas w tym tweetowaniu, wysyłając tweet do Nathana: - zobacz Nathan, mówią o tobie.
- Zaraz potem odezwał się serialowy doktor Sean Maher i powiedział, że filmik mu się bardzo podoba. No ale oczywiście, fajnie, fajnie, fajnie, wiadomo są to jakieś małe sukcesy, ale czekaliśmy na tego jednego najważniejszego retweeta. Na znak, że zobaczył to kapitan.
I tak się stało.
Natan Fillion, zretwettował naszego tweeta. Zobaczył filmik. Stwierdził, że musi kiedyś tutaj przyjechać. Więcej nam nie trzeba było.

Naszym celem na dziś, prócz masy różnych innych rzeczy, naszym celem PRowym i celem konwentowym przede wszystkim, jest w ciągu najbliższych dwóch do trzech lat ściągnięcie tu Nathana Filliona. I to zrobimy.
Ale! to jest taki cel, jak mówię PRowy, fajny, fanowski. Natomiast zaczęliśmy myśleć o tym, po co my właściwie chcemy zrobić ruch fanowski Firefly. I zaczął nam przyświecać gdzieś tam w głowach, gdzieś tam się przewijać coraz bardziej i coraz częściej cytat z serialu, który pokazuje relacje między Browncoatami i w teorii jak ta relacja powinna wyglądać. Chodzi o słowa, że gdy nie możesz już biec, zaczynasz się czołgać, a gdy nie jesteś już w stanie nawet się czołgać, wtedy znajdujesz kogoś kto cię poniesie. I to była nasza idea, to był nasz pomysł na stworzenie ruchu fanowskiego i zaczęliśmy o tym mówić coraz głośniej, coraz bardziej aż do Pyrkonu tegorocznego, kiedy to na prelekcji właśnie o tym co chcemy zrobić i jak to ma wyglądać zjawiła się niemal cała sala. Z tej grupki, którą byliśmy, która miała takie koszulki przygotowane, z tej grupki mocno wówczas urośliśmy – jest jedno takie zdjęcie, gdzie widać nas, którzy już byliśmy Browncoatami i wszystkich tych, którzy chcieli do nas dołączyć. To są dwa różne zdjęcia zupełnie inaczej wyglądające. Zresztą na naszym fanpejdżu fejsbukowym można to zdjęcie ze wszystkimi ochotnikami chcącymi do Browncoatów dołączyć zobaczyć.
Teraz istnieje sobie właśnie fanpejdż, istnieje sobie grupa, która jest zamknięte, gdzie szykujemy dla was parę niespodzianek. Te niespodzianki, to nie jest dobre słowo w dobie terroryzmu, ale wybuchną niebawem. Szykujemy sobie te rzeczy i przyjmujemy nowych Browncoatów do nas z bardzo wyraźnym akcentem: Do nas może dołączyć każdy. Pod kilkoma warunkami.
Warunki są do spełnienia właściwie dla każdego. Po pierwsze przychodzisz i chcesz pracować, bo będziemy pracować bardzo dużo w różnej formie, chęć pracy, umiejętność znalezienia czasu na pracę z nami. To jest właściwie najważniejsze kryterium w tym zakresie, ponieważ wykorzystujemy każdą umiejętność, jaką ktoś do nas przynosi. Nie testowaliśmy jeszcze tylko ze snajperami, ale myślę, że i na nich znajdzie się jakiś pomysł. Więc jeśli są na sali snajperzy, nie krępujcie się moi drodzy, nie trzeba od razu umieć rysować.
Druga rzecz jest taka, że tworzymy siatkę ludzi w całym kraju, którzy mają różne umiejętności, którzy mieszkają w różnych miastach, którzy są na wezwanie w każdej trudnej sytuacji dla każdego spośród Browncoatów. To znaczy inaczej mówiąc Browncoaci w Polsce - na obecną chwilę już liczymy sobie około stu osób - nie mają jakoś specjalnie problemów z noclegami w Polsce, czy też z sytuacją w której… może… właśnie zgubiłem portfel i nie mam pieniędzy na bilety w obcym mieście. Ponieważ mają stronkę, mają sieć telefonów, mają grupę, która jest grupą wzajemnego wsparcia pod tym względem i wieloma, wieloma innymi.
Jesteśmy grupą ludzi, która nawzajem informuje się o swoich wyjazdach, bo chcemy się ze sobą spotykać. Nie tak dawno Lambert, jadąc na delegację do Warszawy z pracy, rzuca informację: słuchajcie jestem na delegacji w Warszawie, w związku z tym bym się chciał spotkać z kimś z Warszawy. I oczywiście buch, gromadzą się ludzie z Warszawy żeby spotkać gościa, którego nigdy nie mieli jeszcze okazji w życiu poznać, poznali go przez internet a jest Browncoatem z Katowic. I różne tego typu przetasowania. Rzeczywiście, pierwsze próby tego systemu, takiego podejścia fanowskiego, takiego nastawienia fanowskiego zaczynają bardzo dobrze działać.
W każdym razie jest parę akcji w momencie kiedy udaje nam się zbudować tą grupkę, którą my sobie budujemy wewnętrznie, którą wzmacniamy co chwila nowymi ludźmi, którzy do nas dołączają. Naszym celem jest to, co robią Browncoaci na całym świecie, czyli wspomaganie tych, którzy nie mogą się już czołgać. Tych, którzy chcą wzbić się na własne niebo, czyli wszystkich tych, którzy mają ogromne marzenie i bardzo poważne trudności żeby je spełnić.
Jest kilka różnego rodzajów fundacji, z którymi fani Firefly na całym świecie współpracują przez cały czas. Jedną z tych fundacji, specjalnie utworzoną, która wspomaga różne inne fundacje jest Can’t Stop the Serenity, która organizuje w różnych krajach, w różnych stanach pokazy filmu Serenity charytatywnie, właśnie przy okazji zdarzają się różne inne akcje. I my do tej akcji dołączamy się już niebawem.
Szykujemy się by współpracować z fundacją Kids Need To Read, stworzoną przez Nathana Filliona, ale chcemy także wspomagać ludzi tutaj. Chcemy wspomagać fundacje, które będą działać i funkcjonować tutaj. I przede wszystkim, co jest ogromną częścią naszego zadania, chcemy pokazywać, jak bardzo był to fajny serial z masy, masy różnych powodów. Chcemy pokazywać, że niesie on mnóstwo uniwersalnych wartości, że owszem porusza także kontrowersyjne tematy, ale w żadnym brat nie całuje się z siostrą, jak w inne znanej sadze i że tak naprawdę fakt, że podstawą dla nas jest krótki, czternastoepizodowy serial wraz z filmem, którego nawet niektórzy z nas nie uznają, bo się źle kończy, więc pomimo tego, że to jest nasza podstawa to możemy trwać, i trwać, i trwać, i trwać, tak jak to powiedział Sheldon Cooper w Big Bang Theory ten serial będzie trwał wiecznie. Niech będzie dzięki nam – tu w słowo wszedł z pytaniem ktoś z sali, na co Kuba odpowiedział:
- Więc może specjalnie bez spojlerów. Jeszcze raz, kto nie oglądał tego serialu?
(zaskoczenia nie ma, rąk nadal mało)
- Ok. Ja tak będę was gnębił.
- Macie dużo szczęścia - pada z sali lub z ust Elvisa.
- Dokładnie to chciałem powiedzieć. Słuchajcie. Jest taki koronny argument, którego używam jeżeli chodzi o zachęcanie do oglądania tego serialu. W dobie seriali, które są naprawdę fajne, bo teraz żyjemy w bardzo fajnych czasach, jeśli chodzi o seriale telewizyjne i kiedy zaczynam opowiadać o jakimś serialu, weźmy chociażby Castle’a - jest bardzo fajnym serialem, to nie jest ta kategoria, ale jest fajny.
Więc opowiadam: no jest sobie taki pisarz i ten pisarz taki luzak trochę i nagle się okazuje, że jest autorem kryminałów. Śliczna pani policjant, która jest jego fanką, tylko trochę skrytą, przychodzi do niego, bo ktoś zabija w klimacie jego książek, więc on znajduje w tym świetną okazję, żeby popracować trochę z policją i nadal jest pisarzem, przy okazji pracuje z policją, a przy okazji podrywa śliczną panią policjant i w ogóle jest super – mnóstwo ludzi mówi:
- Wow, fantastyczne, no to słuchaj ile to ma epizodów.
– No teraz leci piąty sezon.
– Czyli ile?
- No tak sobie policz tak wiesz, dwadzieścia odcinków na sezon, pierwszy sezon miał co prawda 10, ale już wszystkie pozostałe po dwadzieścia, dwadzieścia parę, no to tak dziewięćdziesiąt
- Acha – szybka kalkulacja – nie, nie mam czasu aby to oglądać.
- Ok, bierzemy sobie inny serial, jakikolwiek i cały czas spotykamy się z tym samym problemem, albo z informacją: – wiesz co ja poczekam aż ten serial się skończy.
Bardzo, baaaardzo częste zjawisko.
I teraz oba te argumenty mój rozmówca ma wytrącone przy okazji Firefly. Bo jest tylko 14 epizodów. Po drugie, historia jest tak zakończona, że bardziej zakończona już chyba nie będzie i jest zakończona filmem, prawda, W tym momencie, niestety, przykro mi Lambert, film trzeba uznawać, żeby mieć argument-kontrę dla drugiego argumentu. (Lambert się nie zgadza) W każdym razie 14 epizodów każdy z nich po 42 minuty mniej więcej za wyjątkiem pilota, który trwa półtorej godziny, bo to są dwa odcinki ze sobą jakby łączone. To jest, testowaliśmy to, około 12 godzin oglądania ciągiem. Tak, testowaliśmy takie rzeczy. Przypominam, jesteśmy nerdami.
Ale my jesteśmy zawodowcami już w tym zakresie. Nie róbcie tego sami w domu. Możecie oglądać po jednym epizodzie. Możecie nawet próbować oglądać po jednym epizodzie na tydzień. Tak, możecie tak próbować. Powiem więcej. Znam ludzi, którym udała się ta sztuczka do trzeciego epizodu. Naprawdę. Do trzeciego epizodu oglądali odcinek na tydzień. Po pilocie nie było jeszcze jakiegoś takiego ogromnego parcia, żeby zobaczyć kontynuację natychmiast, trochę zajęć, mieli tam jakieś wytłumaczenie. W następnym tygodniu już trochę chętniej, ale ja powiedziałem, że nie są w stanie, więc oczywiście: Co ja nie będę w stanie? Przy trzecim epizodzie już: szlag, kurde, jedno piwo dla Ćwieka. Co tam. Trudno. To się złamię. I tam powiedzmy 10 godzin później takie słynne nasze jak z planety małp: WHY?
Każdy z nas je miał, każdy z nas ten trudny moment w swoim życiu przechodzi, to jest ta sama chwila kiedy… Są jeszcze na sali małe dzieci, bo tam widziałem wcześniej. Są jeszcze?
(chwila przerwy dla podkreślenia dramatyzmu)
- Mikołaj nie jest prawdziwy. I kiedy każdy z nas to odkrywa – tu ktoś przerywa i mamy dialog Kuby: - ale jak kiedyś będziesz chciała brodaczowi siąść na kolanach…
- powiem ci tak – widziałem mnóstwo przypadków, kiedy taka kwestia zupełnie nie przeszkadzała siadać Mikołajowi na kolanach.
- Co to jest za wybieranie sobie brodacza. Mogę ci ogarnąc jakiś prezent – śmiech, brawa, Ćwiek lekko wysiadł ze śmiechu, ale dzielnie brnie
- Jakby usiadła mi na kolana za znaczek.
- Może za książkę – przerywa bodaj Elvis, co Ćwiek wyraźnie rozbawiony kwituje:
- Mój drogi w tym kraju sutenerstwo jest zakazane – i przechodzi do porzuconego na chwilę wątku.
- Słuchajcie, obejrzyjcie sobie Firefly’a. Miałem kiedyś moment, o którym już mówiłem tutaj, w którym straszliwie namawiałem każdego do oglądania tego serialu. Teraz mi przeszło. Przeszło ponieważ wydaje mi się, że jeśli ktoś naprawdę będzie chciał, zobaczyć naprawdę dobry serial, to sobie do niego trafi i już. Usłyszał właśnie tytuł, wie ile to zajmuje mniej więcej czasu. I tyle. Nie ma co specjalnie naciskać. Nie ma co specjalnie zmuszać do oglądania.
Doszliśmy do takiego etapu, my fani Fireflaja, że zaczynamy siebie nas powoli selekcjonować, a już na pewno zamierzamy selekcjonować, jeśli chodzi o Browncoats of Poland. Szykujemy, tak jak już wcześniej powiedziałem, trzy spektakularne rzeczy. W ciągu najbliższego roku o polskich fanach Fireflaja będą mogli usłyszeć, nie tylko wszyscy fani serialu na całym świecie, bo to już nastąpiło, ale będzie słyszeć cale środowisko fanowskie wszechuniwersów. To jest nasz plan. I przyjmujemy każdego, kto spełnia wspomniane wcześniej warunki. Jeżeli chcecie do nas dołączyć, jest do tego bardzo prosta droga. Prywatna wiadomość na naszym fanpejdżu fejsbukowowym. Zgłaszacie się, wtedy usłyszycie jeszcze raz jakie są warunki, żeby nie było nieporozumień, oraz jak się do nas dostać, jak dołączyć, jak zacząć działać. Zdajemy sobie sprawę z tego, że każdy z nas ma swoje życie prywatne. No prawie każdy (śmiech z sali), że każdy z nas ma jakieś życie osobiste, że są tacy co myślą, że mają życie uczuciowe. Wszystko to wiemy. Staramy się bardzo mocno dostosować z przygotowywanymi zadaniami do tychże właśnie warunków. Ale trzymamy się ogromnie ważnej zasady, która nie padła w żadnym z epizodów, pewnie była szykowane na następne.
Mianowicie: chcieć to szukać sposobu, nie chcieć to szukać powodu. Jako gość, który wykonuje tyle rzeczy naraz, równocześnie mnóstwo dziwacznych projektów, będąc przez 200 dni w roku w podróży informuję was: nie istnieje taki termin jak „nie mam czasu”. Każdy ma czas, jeżeli go odpowiednio wyciśnie, odpowiednio ustawi, odpowiednio użytkuje. Pomagamy sobie, ale żeby takie coś zrobić, takie coś osiągnąć, należy chcieć.
Nie zrobię tego samego co zrobiliśmy na Pyrkonie pod tytułem kto chce do nas dołączyć, bo to jest wasza indywidualna kwestia, i nie chciałbym żebyście ulegali presji tłumu, presji mojego spojrzenia dzikiego, i wielu jeszcze innym dodatkowym czynnikom.
Przemyślcie to sobie.
Kto nie oglądał, na pohybel Foxowi – ściągnijcie sobie ten serial, naprawdę zupełnie bez skrupułów, nie przejmujcie się zupełnie ich prawami autorskimi, bo to dranie. Nie o to chodzi żeby na nas zarabiali, chodzi o to żeby sygnał płynął dalej. Obejrzycie sobie ten serial. Obejrzyjcie epizod, dwa, trzy ile będziecie chcieli. Jak wciągniecie pierwszy epizod czy drugi to możecie przestać tam gdzie uda wam się zakończyć. Wasza sprawa. Ale spróbujcie. A jeżeli będzie chcieli, jeśli spodoba wam się idea, która ten serial ciągnie, jeśli spodobają wam się kreacje aktorskie, jeżeli spodoba wam się cokolwiek z fajerflajem związanego i pomyślicie że chcielibyście tą przygodę pociągnąć jeszcze trochę dłużej – jesteśmy.
Jesteśmy już w tej chwili jednym z największych, w ciągu roku największą kompanią Browncoatów, najlepiej zorganizowaną, natomiast już prawie największą kompanią Browncoatów na świecie.
Fajnie jest do nas dołączyć. Fajnie bo jesteśmy fajni.
To mniej więcej tyle. Dziękuję wam bardzo za uwagę.

A że brak było dodatkowych pytań, prelekcja się zakończyła.