Krakon 2013 - BoPowa prelekcja

4 wpisów / 0 nowych
Ostatni wpis
Galathar
Krakon 2013 - BoPowa prelekcja

Prowadzący: Jakub Ćwiek (a poza tym w sumie nie ma wiele do dodania, po prostu była sobie prelekcja).

- Słuchajcie. Pytanie na początek, które bardzo nam się przyda, zanim jeszcze oficjalnie zaczniemy. Kto jest tutaj absolutnie kompletnym przypadkiem, a kto jeszcze nigdy o nas nie słyszał?
(jedna osoba podniosła rękę)
- Fantastycznie, nie ma tutaj nikogo poza jednym przypadkiem. A zatem… Ty jesteś zupełnym przypadkiem? Jesteś bardzo udanym przypadkiem.
Słuchajcie, moi drodzy, zapewnie widzicie, wy, którzy tu przybyliście i którzy jesteście jeszcze przez chwilę obcy, na pewno zauważyliście już pewien stopień umundurowania. To nie jest koszulka, którą zdobywa się ot tak. To jest koszulka, którą trzeba zdobyć na łatwym konkursie – mówi Ćwiek ze śmiechem na ustach.
- Żartowałem. W każdym razie… moi drodze, chcieliśmy was, mówiąc my, mam na myśli masę ludzi siedzących tutaj, których tutaj widzicie, których rozpoznajecie zazwyczaj po koszulkach plus Lambert i plus Agnieszka… – akurat mieli ubrane co innego tego dnia.
- W każdym razie w imieniu Browncoats of Poland, których zazwyczaj jestem szczekaczką. Z wyboru, żeby nie było, że ktoś mnie do tego zmusił, wypychał, po prostu lubię by wśród ludzi. W każdym razie chcieliśmy was bardzo serdecznie powitać, chcieliśmy was powitać dodatkowo w specjalnym powiększonym gronie, powiększonym o jednego z honorowych członków Browncoats, jednego z ludzi, dzięki którym ta organizacja poniekąd powstała. Zaraz opowiem tą historię. To jest Kelvin Whitelock, który przybył do nas z Kalifornii, który pomógł Elvisowi, który siedzi tam, i mnie, dostać się na panel rocznicowy Firefly z okazji 10 lat rozpoczęcia, pojawienia się serialu i równocześnie zdjęcia go z anteny. To jest ta sama rocznica. Ten sam rok, kilka miesięcy różnicy.
W każdym razie, krótka historia, pojechaliśmy na Comic Con i to był jeden z głównych powodów żeby zobaczyć ten wielki panel rocznicowy. Przez to, że jesteśmy troszeczkę z kolegą Elvisem głupi, prawie się na niego nie dostaliśmy. Znaczy w końcu dostaliśmy się, dojechaliśmy na miejsce, ale potem mieliśmy ogromny problem żeby się na salę dostać. I właśnie Kevin i Amelia, której nie ma tu dzisiaj z nami, ona dotrze tutaj do Polski za jakiś czas, za parę tygodni. W każdym razie, oni dokonali cudu, że weszliśmy na tą salę, przeżyliśmy ogromne wzruszenia wspólnie w tamtym momencie i stwierdziliśmy: cholera jasna, te wszystkie nasze myśli, które mieliśmy wcześniej, na zasadzie zróbmy wreszcie dobry, porządny ruch fanowski, na jaki ten serial zasługuje w końcu ustaliliśmy: ok., dobra, to jest ten moment. Zabieramy się za to. Spróbujemy coś zrobić.
Rzeczywiście, był pomysł, potem jeszcze długo, długo, długo nic nie zrobiliśmy, ale to klasyka. Natomiast, udało nam się dokonać, myślę, czegoś niezwykłego. W tej chwili Browncoatów jest ponad setka i jest to ponad setka ludzi, którzy chcą być ruchem, który po pierwsze pokazuje, że lubi ten konkretny serial, ale to jest jasne, typowe dla ruchów fanowskich. Po drugie, które jest, i coraz bardziej ma być, organizacją złożoną z przyjaciół, z ludzi, których łączy jedna pasja, a zaczyna łączyć coraz więcej. Krok po kroku, staramy się sobie nawzajem, a kiedy już sobie nawzajem to także innym wokoło, w jakiś sposób pomagać, tak jak to robią Browncoaci na całym świecie, tak jak to robią Browncoaci uczestnicząc w różnych akcjach charytatywnych, wymyślając te akcje. Celem tej organizacji jest przede wszystkim działać bardzo intensywnie i oczywiście stać się najlepszą organizacją fanowską na świecie. I nie mówię tego tylko o najlepszej organizacji fanowskiej Firefly. Mówię o najlepsze organizacji fanowskiej na świecie. Mamy do przeskoczenia Legion 501, co nie jest łatwe do przeskoczenia. Mamy do przeskoczenia fanów Star Treka, co tym bardziej nie jest łatwe. Mamy do przeskoczenia kościół katolicki, to jest jeszcze trudniejsze, ale myślę damy sobie radę.
Ważną ideą, która nam przyświeca jest serial, jakkolwiek świetny, jakkolwiek można go oglądać setki razy, to jedno. Natomiast, to jest tylko motyw podstawowy, to jest opcja do spotkania się razem, do znalezienia tego wspólnego tematu na dzień dobry, tego zagajacza, który sprawi, że – już w tym przypadku możemy poderwać rzeczywistość.
To zamierzamy zrobić i moi drodzy, dzisiejszy panel jest właściwie taką próbą, nie do końca rekrutowania was, bo nie na tym nam zależy. Nie zależy nam na specjalnym, natychmiast, powiększaniu naszych szeregów. Wręcz przeciwnie, ludzi, którzy się do nas zgłaszają, na samym początku zawsze słyszą ostrzeżenie, informację: Ej, ale to co robimy my, zajmuje cholernie dużo czasu. To jest organizacja, w której ktoś odzywa się do ciebie, ponieważ zauważyliśmy, że masz taki i taki sill, informujemy cię: potrzebujemy tego skilla, potrzebna nam jest twoja umiejętność, ponieważ dlatego się między innymi wśród nas znalazłeś, po pierwsze dlatego, że jesteś fajny, bo w końcu u nas nie ma nie fajnych ludzi, a po drugie dlatego, że masz jakąś specjalną umiejętność, która być może jest jeszcze ukryta, ale którą znajdziemy, która pomoże nam robić coś fajnego, robić coś dobrego. To nie jest tak żeby teraz, bo mogą być tacy ludzie, mieliśmy takich ludzi w szeregach, którzy mówią: kurde, we mnie nie ma nic wyjątkowego, ja jestem fanem serialu, jeśli mam coś robić, to mogę siedzieć gdzieś tam na akredytacji naszego konwentu. Ja jestem pracowity, ale… ale nie mam jeszcze żadnych umiejętności. To jest ten moment, w którym pojawiam się ja i mówię: pozwól mi to ocenić. Bo wydaje mi się, że za jakiś moment, za jakąś krótką chwilę, znajdziemy to w tobie. I rzeczywiście tak jest, rzeczywiście w naszych szeregach są ludzie, którzy potrafią nam pomóc w tak dziwacznych rzeczach, tak durnych pomysłach jak na przykład origami Firefly’a. Słuchajcie, jeszcze go tutaj nie widzicie, nie mamy go tutaj ze sobą, ale Pamela je robi.
Nie chcieliśmy tutaj specjalnie żeby ten panel był wykładem. Zaraz opowiemy troszeczkę, opowiemy barwnie, ponieważ niestety nie możemy pokazać, zdajmy sobie sprawę z konwentowych możliwości, o naszych dotychczasowych dokonaniach, o tym jak to się wydarzyło, o tym co się wydarzyło, co miało miejsce. Opowiemy troszeczkę o naszych planach, ale przede wszystkim, jeżeli w którymkolwiek momencie, macie jakiekolwiek pytania, czy to do nas, do kogokolwiek z nas tutaj, czy do Kevina, Kevin jest w stanie odpowiedzieć o tym jak wygląda ruch fanowski w Stanach Zjednoczonych, czyli tam gdzie jest właściwie kolebka niemalże wszelkich ruchów fanowskich, oprócz tych japońskich, więc jest w stanie opowiedzieć w jaki sposób to gdzieś tam funkcjonuje i jest w stanie opowiedzieć jak się patrzy na Nathana Filliona z daleka. Chodzi o to żebyście, słuchajcie, mieli świadomość tego kogo my właściwie cenimy, kogo my właściwie wybraliśmy sobie jako taki nasz powiedzmy symbol, ponieważ większość naszych działań jest w tej chwili, nie wszystkie, ale większość naszych działań jest w tej chwili skierowana w stronę Nathana Filliona. Po pierwsze dlatego, że sam jest fanem tego serialu, ale po drugie dlatego, że jest jednym z nas. I chciałbym, i to jest moja prośba do Kevina, aby Kelvin z punktu widzenia amerykańskiego fana opowiedział, tak naprawdę, gościa, którego widział nie raz, który widział Natahan i słyszał masę historyjek o nim, opowiedział wam tak naprawdę jaki jest Nathan Fillion według fana, który miał okazję kilka razy się z nim zobaczyć i usłyszeć kilka historyjek o nim – i tu przed publiczność wychodzi Kevin, a Patrycja tłumaczy jego słowa.
- Well, Nathan Fillion is this guy that we don’t see very often. No. Sometimes at Comic Con he is known to make his presence at the Browncoats meeting for they actually have a schedule for every convent.
- A więc Nathan Fillion to nie jest ktoś, kogo widujemy za często, ale czasem uda mu się wpaść na spotkania Browncoatów na Comic Conie.
- It’s always a surprise to see, you know, you don’t know when he’s going to show. He likes to walk on the floor with a mask sometimes just to look to have a wring with everyone.
- Zawsze jest to zaskoczenie, nigdy nie wiadomo kiedy się pojawi, często lub po prostu chodzić po konwencie czasem w masce i wkradać się pomiędzy innych fanów. Nigdy nie wiadomo, gdzie się nagle pojawi.
- But the Browncoats in California does not exist just to hope to see Nathan Fillion.
- Nasza organizacja, Browncoats of California, nie istnieje tylko po to by liczyć na spotkanie z Fillionem
- The Browncoats of California are really like any organization, bunch of fans that have the same sense of community and giving.
- Browncoats of California jest jak inne grupy fanów, których łączy jeszcze samo poczucie chęci dzielenia się i wspólnoty.
- Almost every Browncoat event is organized to in some way to give to charity.
- Każda akcja jaką organizujemy jest tak pomyślana by były z nią związane cele charytatywne.
- And also to organize events where they can be noticed, to bring the attention to the organization. Not just to the series but just to the families because the families has become something much more.
- Drugim celem jest też organizowanie akcji, gdzie nie tylko sam serial, ale właśnie grupy fanowskie pokażą się, dadzą się zauważyć, ponieważ jest tu przypadek, że sam fandom Firefly’a to już coś znacznie więcej niż sam serial.
- Being the emmissary, because I get to travel to different Comic Cons
- Ponieważ jestem wysłannikiem, staram się podróżować na różne Comic Cony.
- So on behalf of the Browncoats of Oregon, hello!
- Pozdrowienia od Browncoats z Oregon.
- On behalf of the Browncoats of Arizona, Ni Hao (chociaż mi zabrzmiało jak “miau” – przyp. Emil)
- Pozdrowienia od Browncoats z Arizona
- And on behalf of the Browncoats of California, hello – po czym Kevin chyba usiadł, a wstał Ćwiek i kontynuował opowieść o polskich brązowych paszczach.
- Wracając jeszcze do samych naszych początków, coś jeszcze zanim pomyśleliśmy, by zrobić naprawdę porządną, porządną organizację. Bo akcja, którą chcieliśmy zrobić, akcja, którą chcieliśmy zrobić z okazji rocznicy, którą chcieliśmy uczcić jakoś ten serial, uczcić sam fakt, że Nathan wciąż, pomimo tego że zajął się zupełnie innym serialem, jest dużo popularniejszy dzięki temu serialowi niż dzięki Firefly, ciągle o nas pamięta, ciągle pojawia się czasem w swoim płaszczu, czy ciągle mówi o sobie jako o Malu Reynoldsie. Chcieliśmy pokazać, że po pierwsze jesteśmy i że taki mały kraj, który różnie jest gdzieś tam za oceanem kojarzony, że istnieje i że rzeczywiście funkcjonuje tu również ruch fanów Firefly. Wymyśliliśmy wtedy filmik, który miał nawiązywać do Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Być może część z was go widziała. Na czym to polegało: pamiętacie pewnie ostatnią scenę, jedną z ostatnich scen filmu, kiedy w nawiązaniu do poematu, który zresztą odnosił się do Abrahama Lincolna, bohaterowie kiedy Robin Williams przegrywa wielką batalię, pokazując, że tak naprawdę wygrał ją moralnie, jego uczniowie włażą na stoły, mówiąc „Oh Captain, my captain”. Stwierdziliśmy wspólnie, że jest to kapitalny pomysł, żeby po pierwsze pokazać: Okej! W jakiś sposób Firefly przegrał, bo został zdjęty, ale z drugiej strony, moralnie wygrywamy bo jesteśmy i robimy mnóstwo fajnych rzeczy. My, fani. Tylko i wyłącznie dzięki temu, że mieliśmy motywator żeby się zebrać i tym motywatorem był serial. Tym motywatorem dla nas symbolicznym był kapitan Malcolm Reynolds czyli Nathan Fillion. I zrobiliśmy filmik, który był ogromnie amatorskim filmikiem, towarzyszył mojej trasie promocyjnej jednej z książek. Przyjeżdżaliśmy do różnych miast. W tych miastach zbieraliśmy fanów, którzy przychodzili z własnymi krzesełkami. Ustawiali się w jakimś znanym miejscu i każdy wchodził na ten stołeczek i mówił „Oh captain my captain”. Mówił tak jak potrafił i czuł, no nie, więc brzmi to różnie, natomiast zmontowaliśmy ten filmik i wrzuciliśmy go do sieci i czekaliśmy na pierwszy odzew. I oczywiście przeszliśmy przez pierwszy odzew, który był odzewem rodzimym.
Słuchajcie, mała dygresyjna, kiedy przyjeżdżał do Polski, poinformowałem go, to jest bardzo ważne, że to jest jeden z tych krajów, w których dowie się, jak słabo mówi po angielsku.
I to był ten moment, w którym oczywiście przepłynęliśmy przez falę hejtu, czasem unosząc się nad, czasem walając lekko błotem. Fala hejtu sobie tak szła, gdzie jak można, że można było coś przestawić, że mogliby ludzie poćwiczyć, itd. Itd. A potem, moi drodzy, ponieważ próbowaliśmy i bardzo nam na tym zależało, tweetować link z tego filmiku do Nathana Filliona, którego akurat pechowo – ten facet jest codziennie na twitterze – wtedy pojechał na wakacje. I odpoczywał od twittera także nie było go chyba przez trzy tygodnie. Przez trzy tygodnie facet dostawał porcję spamu do jakichś 50-60 kont. Co chwila. Zainteresowali się naszym filmikiem wówczas fani z różnych krajów wtedy. Już było fajne, że bardzo poruszające. Rozmawialiśmy wtedy z Wendy, która zresztą pojawiła się u nas i pomogła nam w otwarciu, w rozpoczęciu naszej działalności na Pyrkonie. Wendy Scott, która prowadzi podcast, jeden z największych w Wielkiej Brytanii o Firefly. Ona przeprowadzała z nami wywiad, o, fantastyczne co zrobiliście, że rewelacja, a my oczywiście cały czas, ciesząc się, że mamy jakiś odzew, że ludzie się do nas odzywają tweetowaliśmy do Nathana Filliona.
W pewnym momencie Nathan Fillion stwierdził, że obejrzał filmik i jego tweet brzmiał: „Now I have to go to Poland”. No i oczywiście, Nathan Fillion zretweetował nasz filmik. Mieliśmy nasz filmik, mieliśmy naszą reakcję, naszego kapitana i jego stwierdzenie – ok., facet myśli sobie o tym, oczywiście, że nie miał tego na myśli, ale to było miłe po prostu, moooże byłoby tak fajnie wpaść do Polski i cośtam… Mamy cię!
Mamy cię stary i w związku z tym zaczniemy myśleć o tym, żeby spróbować cię kiedyś ściągnąć. Ale kiedy zaczęliśmy myśleć o tym coraz bardziej intensywnie, intensywnie, intensywnie, zaczęły nam się zręby tego ruchu, o co nam w nim chodzi tak naprawdę, braliśmy przykład po pierwsze z Browncoatów na całym świecie, o których właśnie przed chwilą wspominał Kevin, z samej koncepcji serialu, prawda, z cytatów, które się w nim znajdują i z tego najważniejszego nawiązania czy parafrazy słów Martina Luthera Kinga, która jest tutaj troszeczkę zmieniona i mówi o tym, że jeżeli nie możesz iść, nie możesz biec to się czołgaj, a jeśli nie możesz się czołgać to znajdź kogoś, kto ci pomoże. My chcielibyśmy siebie nawzajem mieć pełną świadomość, że jesteśmy kimś takim kto pomoże w razie czego, że można po prostu bez wstydu, bez problemu, bez zastanawiania się, odezwać do kogoś z pomocą, o różną pomoc, w każdym razie żeby to działało i działa coraz lepiej. To nie jest naturalne zachowanie dla mas. To nie jest naturalne zachowanie mimo wszystko, nie wiem czy dla ludzi na całym świecie, ciężko mi to oceniać, są pewne schematy, są pewne stereotypy, ale z całą pewnością nie jest to naturalne zachowanie dla ludzi w Polsce. My się nawet próbujemy… „spróbuję poradzić sobie sam, za ciężko, ale mimo wszystko, spróbuję sam. Staramy się unikać czegoś takiego. Browncoaci mają działać tak, takie jest nasze założenie, żeby pomagać sobie nawzajem, a będąc ogromną siłą, ciągle rosnący, chcemy pomagać także innym.
No ale oczywiście, to jest takie poważne rozważanie, które wprowadzamy. To jest nasz wielki eksperyment socjologiczny, z którego bardzo jestem dumny. Ale oprócz tego wszystkiego, oprócz tego, że pomagamy sobie na co dzień, oprócz tego, że uczymy się nowych rzeczy i przygotowujemy do naszej wielkiej, potężnej misji, to cały czas mamy na celu ściągnięcie tutaj kapitana. W związku z tym mamy na celu zabawę, bo zabawa jest niezwykle istotną częścią ruchów fanowskich. Nasza zabawa przez zabawę wszystkich tych, którzy świetnie bawią się w naszym towarzystwie, jak wy u nas, prawda?
W każdym razie, nasz następny projekt, nie powiem „profesjonalny”, ale dużo bardziej profesjonalny niż pierwszy niż pierwszy, miał już konkretny scenariusz, miał już konkretne efekty, miał już konkretnego operatora, ekipę techniczną, no i oczywiście nas, którzy byliśmy przedstawicielami ruchu amatorskiego. To był film, który miał być stylizowany na taki żartobliwy njus telewizyjny, wycinek z wiadomości, gdzie w wiadomościach informują, że oto grupa fanów z Polski, kiedy usłyszała o tym, że Natan Fillion jest może troszkę skłonny żeby się u nas zjawić, zaczęła mu budować Firefly’a. Żeby po niego polecieć, zabrać go tutaj na miejsce. I rzeczywiście, zaprosiliśmy do współpracy naszego fantastycznego przyjaciela, świetnego człowieka i bywalca konwentów, który bardzo, bardzo wiele opowiada o wszystkich tych licznych szczegółach filmowych, czyli Staszka Mąderka. Zaprosiliśmy Patryka Jurka, który jest doceniany, jest bardzo dobrym operatorem, a oprócz nich także szereg, szereg innych osób, które miały nam pomóc od strony profesjonalnej, postanowiliśmy: robimy film.
Robiliśmy ten film ostatni tydzień maja, kręciliśmy zdjęcia. Fantastyczna zabawa. Część w Głuchołazach, część w Głogówku w ruinach zamku, część potem zdjęć w Poznaniu, gdzie było nasze studio telewizyjne. Nakręciliśmy ten filmik, przygotowaliśmy go, Staszek zmontował, dołożył efekty, wyglądało to fajnie, stwierdziliśmy okej, wrzucamy to do Internetu, bla bla bla bla bla, youtube to wszystko przemielił, sprawdził czy nie kradliśmy muzyki, zapytał czy chcemy na tym zarabiać grube miliony, stwierdziliśmy, że nie, bo wtedy mielibyśmy przed tym gigantyczny pakiet reklamowy, więc może niekoniecznie, ale załadowaliśmy i było hasło: Moi drodzy. Zaczynamy. Filmik się powiesił, wszyscy wystartowali natychmiast z tweetowaniem do Nathana Filliona. Moi drodzy, sześć godzin. Natan Fillion powiedział, że to jest prawdziwa perełka, że teraz kocha Polskę.
- I odpowiedzieli Browncoaci z całego świata – wtrąciła się (chyba) Tess.
- To jest jedna rzecz. Znaczy jest jedna ważna rzecz. To była pierwsza myśl, którą wtedy miałem. Mając już pełną świadomość z jakimi ludźmi pracuję, mając pełną świadomość jak wyglądają Browncoaci w Polsce, pierwsza rzecz jaką chciałem odpowiedzieć Nathanowi Fillionowi w tym momencie: „Ne, stary. Jeszcze nas nie kochasz. Jeszcze nie masz pojęcia do czego jesteśmy zdolni.” To było pierwsze takie działanie, które zrobiła ta grupa. Oczywiście, że nie każdy mógł. Oczywiście, że nie każdemu się udało. Ci ludzie, powiem wam szczerze, tych konkretnych ludzie, którzy nie mogli się tam z nami pojawić, którzy dołożyli jakikolwiek nakład czy to do budżetu filmu, czy to do wynalezienia rekwizytów, czy to do rozpowszechniania go później, ale nie mogli uczestniczyć w zdjęciach do tego filmu, jest mi ich w tej chwili absolutnie naprawdę żal, bo widzę co w tej chwili przeżywają. I jestem absolutnie świecie przekonany jak będzie to wyglądało z ich strony przy następnych projektach, bo następnych już po prostu nie odpuszczą. A następne będą już niebawem.
(tu mała dyskusja i żarciki z publicznością, w których Kuba nawiązuje do Ozzy’ego Osbourne’a i bycia namówionym, niestety nieczytelna, więc tu się z niej nie pośmiejemy ^^)
W każdym razie, na filmik odpowiedzieli Browncoaci z całego świata. I kiedy mówię z całego świata mam na myśli – ostatnio jak patrzyłem na grupy skąd do nas ludzie piszą, gdzie oglądają filmik to pięć stron rządkiem pisanych, oczywiście to czasem było jedno wejście z danego kraju czy dwa, pięć, ale nadal – Indie, Argentyna, Chile
- Szwajcaria, Czechy – dopowiada Tess.
- Tak. To oczywiście, ale jakby to normalne. Tam są całkiem spore grupy, ale moi drodzy, to było dla mnie absolutne zaskoczenie, naprawdę, nie chcę zabrzmieć jakoś, umniejszając jakiemuś krajowi, ale naprawdę nie sądziłem moi drodzy, że w Nigerii i w Ekwadorze mają Internet. Mają! Co więcej, robią z niego właściwy użytek! To są co prawda jeszcze mniej niż promilowe grupy, ale kropla drąży skałę. Mamy sugestie, propozycje, mamy, czasem zachęty do tego żeby po pierwsze działać bardziej, po drugie żeby próbować zintegrować się z ruchami z innych krajów, albo żeby pomóc im w działaniu już przy pewnych konkretnych działaniach i pomysłach. Są ludzie w Szwecji, ze Szwajcarii mam wrażenie też i z Czech, którzy chcą nam pomóc przy następnym projekcie. Coraz więcej ludzi pojawia się z różnych stron i mówią: kurcze, możemy w ten sposób, zróbmy tak, nie mamy się czego wstydzić jako fani Firefly, bo co prawda Firefly był krótkim serialem, który został zdjęty w połowie sezonu, ale fani… wśród nas są fani Gwiezdnych Wojen, wśród nas są fani Star Treka, fani są dokładnie tymi samymi ludźmi, czyli jeżeli grupy gwiezdnowojenne, grupy stratrekowe mają możliwości żeby robić fantastyczne fanfilmy, żeby mogli robić fantastyczne produkcje, akcje, inicjatywy – my też możemy. Więcej nawet. Możemy zacząć z nimi konkurować pod pewnymi względami, a potem, co jest moim chyba największym, największym marzeniem jako gościa, który cały czas miesza w kotle popkultury, zacząć robić crossovery, więc zdecydowanie mocniejsze niż te, które pojawiają się w samym serialu, gdzieś tam jakieś nawiązania z drugiego planu, gwiezdnowojenny Firefly. To jest nasz cel, żeby było o nas głośno, żeby było głośno dzięki temu, że o nas, było głośno o serialu, ale bardziej o tym, co chwilę temu wspomniał Kevin, o tym żeby było głośno, że jeżeli ludzi łączy wspólna pasja to potrafią dokonywać rzeczy absolutnie nieprawdopodobnych, że potrafią się świetnie przy tym bawić i potrafią przygotować coś naprawdę niezwykłego, co pomoże im, i to jest chyba najlepsza opcja kiedy… drugą co do fajności opcją jest kiedy możesz zarabiać na swojej pasji. Pierwszą co do fajności opcją jest kiedy możesz zarabiać na swojej pasji i to jest wiadomo fajne, ale pomagasz innym. Ty się świetnie bawiłeś i zrobiłeś to super, to był fajny dzień spędzony na planie, a dzięki temu w ogóle dzieci w Afryce dostają jedzenie, albo zaczynają czytać książki, albo mogą czytać przy jedzeniu. To było fantastyczne. Bardzo mi się coś takiego marzy, bo nie dość, że dzieci będą miały co jeść to jeszcze będą łamać tą najgłupszą zasadę o jakiej mi mówiono w życiu: nie czytaj przy jedzeniu.
Co do przyszłości, moi drodzy, szykujemy kolejne fanfilmy. Najbliższe dwa scenariusze powstaną do końca wakacji. Jeden to będzie znowu nazwijmy to taki drobiazg jak to co zrobiliśmy do tej pory, czyli trochę żartobliwy, trochę zachęcający Nathana Filliona żeby do przyjazdu filmik o nas, który mam nadzieję, jak nam się uda, pojawi się jeszcze w tym roku. Drugi to będzie produkcja, przy której będziemy angażować absolutnie wszystkich ludzi, których znamy. Nasze rodziny nas znienawidzą, znienawidzą nas współpracownicy, szef nas wyleje, ponieważ będziemy go ciągle pytać o pieniądze, bo to będzie już prawdziwy, solidny, nie humorystyczny film. Może to nie jest jeszcze czas na pełny metraż, ale porządne efekty specjalne, porządny scenariusz, porządna gra aktorska i film, który pokaże jak się to robi. To jeśli chodzi o film, jeśli chodzi o następne nasze plany, szykujemy wielką akcję charytatywną, o której niespecjalnie chcę mówić jeszcze w szczegółach ponieważ mam nadzieję, że usłyszycie o tym już we wrześniu. Będzie to sposób w jaki Browncoats of Poland angażują się w akcję samego Nathana Filliona: „Kids need to read” i jego fundacja – fundacja, którą współzałożył, fundacja, która kupuje książeczki dla dzieci do bibliotek i która stara się edukować dzieci w zakresie czytania, która walczy z analfabetyzmem. I to jest coś o czym usłyszycie we wrześniu w co będziecie się mogli zaangażować, albo wcześniej jeżeli dołączycie do Browncoats of Poland – znaczy, inaczej: jeżeli was przyjmiemy.
(tu znowu jakaś wymiana uwaga z publiką, której nie jestem w stanie odsłuchać)
- kilka słów o tym zaraz, ale bo to jest kolejna akcja o której myślimy i oczywiście myślimy o tym co ogromnie ważne dla wszelkich ruchów fanowskich mianowicie o możliwości zjazdów i to zjazdów ale otwartych także na innych, czyli inaczej mówiąc konwentów. Chcemy zorganizować konwent w jednym z westernowych miasteczek w Polsce. Chcemy trzymać się bardzo mocno konwencji, chcemy przygotować naprawdę fantastyczną imprezę i jak dobrze pójdzie, wystartujemy z tym w przyszłym roku, jak idealnie pójdzie to za parę lat będziemy największą tego typu imprezą w Europie, w świat nie wierzymy bo nie byłoby gdzie pomieścić 150 tysięcy ludzi, jeszcze. No, jak dobijemy do wielkości Comic-Conu to zaczniemy budować Serenity naprawdę. To myślę sobie jeszcze chwilę zajmie.
Słuchajcie, co do tego co mówiliśmy wcześniej, że jeżeli was w ogóle przyjmiemy. Tak naprawdę to nie jest tak, że robimy jakieś testy albo zadajemy pytania czy kojarzysz dokładnie w której minucie pojawia się taka i taka rzecz. Mamy jedną taką koleżankę, która na Pyrkonie przygotowała konkurs. Poszliśmy wtedy ekipą, jeszcze wtedy nie było Browncoatów, jest tutaj Elvis oczywiście – Elvis to jest człowiek, który tak jak na filmiku wspomnieliśmy, zna ten serial cały na pamięć. On potrafi rozmawiać cytatami, możecie go testować oczywiście, może nie dzisiaj, ale w jego dobrym dniu możecie go testować i on będzie wam odpowiadał normalnie rozmawiając tylko cytatami z serialu. I to będzie nadal klejąca się rozmowa. Miałem tego gościa w drużynie. Moja dziewczyna z kolei wcale nie oglądała serialu, poszła w ogóle z przypadkową osobą na konkurs – słuchajcie, test eliminacyjny do konkursu był taki, że one dwie wybierając odpowiedzi na chybił trafił, poradziły sobie z nim dużo lepiej niż my. Większość ludzie, którzy dzisiaj są Browncoatami odpadła w ogóle w fazie eliminacyjnej, więc nie będziemy robić czegoś takiego. Nie pamiętamy jaki kolor chorągiewek był w krótkim ujęciu bodajże piętnasekundowym, gdzieś tam w piątym planie na którymś z ekranów jednego z odcinków – nie, nie, nie – więc nie będziemy tego wymagać także od was. Natomiast jest jedno pytanie, które dostaje się u nas na dzień dobry i które zostaje zweryfikowane dosyć szybko: czy masz czas na to żeby się zaangażować. Czy masz czas na to żeby wszystkie twoje powinności, wszystkie twoje chęci, nie wymagamy niczego ponad siły, ale tyle ile naprawdę jesteś z siebie dać, uczciwie i szczerze jak najwięcej, czy jesteś w stanie to zaangażować. Ponieważ jesteśmy ruchem, który chce osiągnąć bardzo dużo, który chce zrobić bardzo dużo dobrego, ale w związku z tym nie możemy sobie pozwolić na to żeby nasze słabe ogniwa, zawsze istnieją takowe, żeby były rzeczywiście słabe z powodu czyjejś niechęci, z powodu czyjegoś słomianego zapału. Fajnie jest, to jest fajna sprawa, zwłaszcza po filmiku, gdzieś tam ktoś się pojawił: no fajna akcja wyszła, coś się naprawdę fantastycznego udało, ale my chcemy pracować krok po kroku i to jest rzecz, o którą się sprawa rozbija. Części ludzi się wykruszyła. Otóż to. Łatwo się do nas dostać, natomiast – inaczej, mamy to szczęście, że ludzie nawet, którzy pojawiali się u nas, którzy przeszli przez ten pierwszy etap a potem się okazało, że niespecjalnie się do tego nadają, to nie byli ludzie, którzy chcieli tam zostać tak naprawdę. To było raczej: - wiecie co, robicie coś naprawdę fajnego, ale ja tu nie pasuję. Czy ja mogę sobie pójść i jak znajdę trochę więcej czasu do was wrócić. To jest oczywiście zupełnie normalna opcja. Zależy nam na tym żeby na każdej osobie, która mówi o sobie: - hej, możecie na mnie polegać – dokładnie tak było.
Ja wiem, że to truizmy, ale to są truizmy, które czasem trzeba sobie powtórzyć, zwłaszcza przy pewnych postawach, ponieważ to jest ten moment, paskudny moment szczerości, w którym trzeba sobie wszystko i jasno wykazać. Browncoaci dlatego nazywają się tak a nie inaczej czyli jakby od struktur wojskowych, dlatego że to trochę działa jak wojsko. W sensie, że są rzeczywiście bardzo wyraźne polecenia, bardzo wyraźny podział na konkretne grupy, konkretnych regionów. Są sierżanci, którzy czuwają nad tymi regionami, starają się integrować te konkretne grupy. I zależy nam właśnie na tym żeby wszelkiego rodzaju deklaracje, które gdzieś padają to były te deklaracje, z których się naprawdę przez całą akcję, przez cały czas wywiązujemy.
I to jest właściwie jedyny powód, znaczy jedyna trudność w całym byciu z nami. To jest ruch fanowski, który przestajecie traktować jako ruch fanowski, a zaczynacie traktować jako pewne zobowiązania wobec przyjaciół. To jest jedyna różnice od wielu grup, w których zdarzało mi się czasami uczestniczyć, a które nie były tak mocno związane. Czy macie może jakieś pytania?
(zaczęła się dyskusja o możliwości odpalenia filmiku, i szukania kogoś wśród obecnych, kto jest w stanie obsłużyć laptopa/projektor)
- Ale zanim to nastąpi, o ile w ogóle, nadal uczestniczymy sobie w naszym spotkaniu. Słuchajcie, to jest czas żebyście zadali wszystkie wasze pytania zanim dołączycie do Browncoatów, zanim ogromna część z was przyjdzie i się zapyta: „-jaaaaak sieeeee moooożnaaa dooostać?” No więc to jest czas żebyście mogli zadać wszystkie pytania jakie chcielibyście zadać. Czy pomysły, bo być może już gdzieś macie takie, że to już siedzi w waszych głowach: chciałbym znaleźć grupę, przy której mógłbym zrobić film o wielkich mechach naparzających się z wielkimi robotami. Czy może jest ktoś taki?
- Jak wy to robiliście technicznie. Czy macie własną ekipę, która się tym zajmowała? – padło pytanie.
- Nie mamy. Nie mamy w zasadzie w ogóle. W sensie to jest troszeczkę tak, że my działamy bezpośrednio siłami: my plus ludzie, którzy są bezpośrednio w naszym otoczeniu.
- Czyli przygotowaliście się przed planem, już przyszliście z gotowym projektem i oni tam wam pomogli.
- Trochę i tak i nie. Troszeczkę jest tak, że ja umiem pisać scenariusze filmowe i przygotowuję już pod kątem profesjonalnym, więc także jakieś sekwencje, czy nawet sceny, więc oczywiście, że wiele scen zmieniło się pod wpływem operatora, pod wpływem reżysera, bo to tak działa. Natomiast ogólny zarys wszystkich scen mieliśmy już wcześniej, także sceny się zmieniły z powodu wykruszenia konkretnych ludzi w danym momencie, ale tak – to są rzecz, które się normalnie dzieją na planie. Natomiast wiedzieliśmy do kogo się zwracaliśmy i szliśmy do nich już z profesjonalną propozycją współpracy, natomiast nie z pomysłem na filmik, a wy go nam zróbcie. To była rzeczywiście współpraca, przy której uczyliśmy ogromnej ilości rzeczy. Najważniejsze co nam zostało, jak Staszek powiedział najważniejsza, że jeszcze musimy się nauczyć, to jest dyscyplina na planie. W sensie, no powinniśmy zaczynać o ósmej, o jedenastej może się zbierzemy. I to są rzeczy, na których będziemy musieli jeszcze mocno popracować. ( i tu trochę żartowania na temat tego, że największy problemem, jak wiadomo, i tak jest picie – a w końcu jesteśmy na planie filmowy m filmiku Firefly, a nie Hangover.
Póki co nie mamy jeszcze żadnych zdjęć ani filmików z wydarzeń, które się działy pomiędzy filmikiem, a tym co się działo rano, kiedy widzimy się rano w nie swojej bieliźnie, ale…
- w mokrej – ktoś przerwał
- ale pytanie czy chcecie widzieć – kontynuował wątek ktoś z sali. (Wyraźnie koncepcja ludzi budzących się w cudzej bieliźnie wydała się zebranymi niezwykle fascynująca, pobudziła ich wyobraźnię i zmusiła do zabrania głosu. Dobra to nauka na przyszłość – chcesz uwagi na prelekcji? Wspomnij o budzeniu się w nie swoich gaciach.) Po czym już bardziej poważnie dodał, że każdy projekt, nawet najbardziej profesjonalny, wiąże się z tym, że ewoluuje, że wiąże się z pewnym rozwojem, co jest po części spowodowane techniką. Wskazywał na to, że pierwszy filmik był robiony ręcznie, bez
- Bez jakiegoś specjalnego świecenie – wyjaśniał Kuba. – ale mam wrażenie, że aparat był ten sam i w jednym, i w drugim przypadku, ale oczywiście tak, kwestia oświetlenia, robienia ujęć z ręki.
- Tutaj wchodzi w grę wiele rzeczy od optyki aparatu to musi być oświetlenie, montaż, synchronizacja
- Otóż to, ale cały czas mamy w świadomości i bierzemy pod uwagę, że dopóki w naszej grupie jest więcej ludzi, którzy chcą coś zrobić po prostu dla funu, dla zabawy, dla pasji, dla pokazania czegoś co można, a nie profesjonalistów, to tych błędów, które się tam pojawiają, będzie więcej niż gdybyśmy zatrudnili specjalistów. To nie jest jakoś specjalnie skomplikowane. To nie jest ten poziom, ta sytuacja, będziemy oczywiście sięgać, i współpracować i korzystać z aktorów, których już zachęcamy do pracy przy tym dużym projekcie, który będzie kosztował trochę więcej, który będzie już właściwie filmem z normalną sensowną fabułą. Będziemy mieli w paru kluczowych rolach obsadzonych rzeczywiście aktorów dobrych i telewizyjnych i teatralnych, którzy już się zapowiedzieli, że: „kurcze, fajne, wchodzę w to, poza tym obejrzałem ten Firefly i tym bardziej chcę, bo jest wow.” Ale powiedzmy sobie szczerze. Mamy serial, w którym są statki kosmiczne, w którym jest western, w którym są dinozaury i śliczne dziewczyny. To naprawdę musi być najlepszy serial na świecie i musimy go tak oceniać. Zadałeś piękne pytanie, a ja ci je rozbijam tutaj.
(tu padło pytanie, którego nie dało się niemal dosłyszeć, ale chyba dotyczyło tego, jak Browncoats of Poland łączy się z naszym życiem i jak se z tym razimy)
- Wiesz co, w najnowszym filmiku, co zresztą zobaczysz, występuje mój syn. To jest… zawsze wychodziłem z takiego założenie, że niezależnie od tego jak potoczy ci się życie rodzinne bo bywa z tym różnie, jesteś w stanie – czy to najpierw ze swoją drugą połówką, potem ze swoim potomstwem, musisz próbować ich wciągać w swoją pasję, aby wytworzyła się jakaś wspólnota… nad tym się bardzo długo pracuje. Czasami się to udaje, a czasami musisz po prostu ten czas dzielić, ale mocne intensywne działania na rzecz pokazania: wiesz kochanie może nie podoba ci się ten serial, ale zobacz jakie fajne rzeczy robimy przy nim. Zasugerowanie kobiecie, to nie mój pomysł, może ci się nie podobać Firefly, ale zobacz tę sukienkę. Cosplay w tym serialu zazwyczaj naprawdę wygląda fauniście, a poza tym zobacz: Nathan Fillion. A poza tym oglądasz Castle, ten facet jest tutaj, a zaistniał dzięki temu serialowi! Tam się mógł pokazać jeszcze bardziej. Widziałaś komediowego Nathana Filliona w Castle, zobacz go na poważnie. Bywa czasem żartobliwy, oczywiście, haha, żarcik jeden, drugi, potem trzeci, ale nadal kluczową
- Czyli ogólnie nie ma problemu by się pojawić na zlocie np. z żoną.
- Kaman, to jest wręcz pożądane. Jeżeli przybywasz z córką to znaczy, że mamy przyszłego małego Browncoata, tak? Powiem ci tak. To jest rzecz, która ostatnio wypłynęła u nas na zamkniętej grupie. Mianowicie to są nasze koszulki, które dostają Browncoaci. Jest jeszcze jeden wzór, który jest tam na dole. Ta koszulka jest z grafiką autorstwa Roberta Sienieckiego, który jest również Browncoatem…
- Jest gwiazdą Browncoatów
- Tak, jest gwiazdą Browncoatów, zaraz go zobaczycie, a to jest koszulka którą zrobiła Kariolka, która sympatyzuje z nami i to jest jej wzór. Ona jest ogólnie powszechnie dostępna, a ta jest dla Browncoatów. Natomiast ostatnimi czasy z racji tego, że mój syn występował w tym filmie, był wtedy jedynym dzieciakiem przydałoby się żeby miał jakąś koszulkę i nie mieliśmy dokładnie tego samego odcienia, ale dostał z tą samą grafiką. I wtedy stwierdziliśmy: cholera jasna, wśród Browncoatów jest trochę dzieciaków. W sensie już tam mamy gdzieś jakieś maluchy do tego i fajnie by było gdyby móc zrobić koszulkę maluteńką, śpioszki, dla nas, wewnętrzne – one nie są na sprzedaż, one nie są gdzieś tam do rozpowszechnienia. To są właśnie takie, że można wziąć dla siebie. Ale dokładnie tak to działa. Ogromnie nam zależy na tym, żeby w ruch nasz wchodziły dokładnie całe rodziny z potomstwem zwłaszcza, ponieważ to jest wiesz… kiedy po raz pierwszy widziałeś gwiezdne wojny? Otóż to, ja pamiętam, że wiedziałem, kiedy miałem pięć lat. I to był dokładnie ten moment, kiedy gwiezdne wojny się mogły komuś podobać. Żartuję oczywiście. Ale to jest dobry moment, kiedy zaczynają ci się podobać. Gwiezdne wojny – mój syn ma lat siedem i jest zachwycony.
(a potem poszła projekcja pierwszego filmiku Browncoatowego – w czasie którego Kuba gadał o nim trochę, to samo generalnie co wcześnie, wspominał też o specjalnej anegdocie związanej z brakiem Krakowa)
- Ok., i to było nasze pierwsze uderzenie, to było na 10 rocznicę serialu.
(a potem kolejny filmik, przy którym Kuba mówił o naszej Saffron i tym że „ło, co ona robi w Polsce” zaś po nim:)
- Korzystam z gościnności i czasu pożyczonego w związku z tym, moi drodzy, jesteśmy dla was, w razie czego Tess siedzi cały czas na stoisku, można nas tam znaleźć. W każdym razie jeżeli jeszcze chcecie się jeszcze czegoś zapytać, jeżeli chcecie działać z nami, dajcie znać.

KONIEC